Poczułem się bardzo dumny, gdy zostałem poproszony o napisanie kilku słów na temat Liceum Ogólnokształcącego im KEN-u w Siemiatyczach, do którego miałem okazję uczęszczać. To już 12 lat od momentu matury, więc z jednej strony bardzo mało, a z drugiej to prawie połowa mojego życia.  Bardzo mile wspominam te cztery lata. Zaskakuje mnie, że najbardziej w mojej pamięci utkwili Ci nauczyciele, którzy w danym momencie wydawali się najbardziej srodzy i wymagający. Po latach wspominam bardzo miło lekcje j. rosyjskiego, historii, j. polskiego i nawet matematyki i chemii z których nie byłem najlepszy. Nauczyciele oprócz stawiania wymagań byli też bardzo skupieni na dostrzeżeniu i wyakcentowaniu talentów poszczególnych uczniów. To, co po latach doceniam, to niesamowita atmosfera w szkole, zżycie naszej klasy i zaangażowanie naszego wychowawcy p. Wojciecha Zieleniewskiego. Byliśmy jego pierwszą klasą licealną, więc widać było stres i przejęcie, ale jednocześnie otwartość na nas i gotowość do pomocy. Niesamowicie mile wspominam lekcje religii, na których wzrastało moje powołanie zakonne. Jeszcze w tym samym roku w którym zdałem maturę wstąpiłem do Zgromadzenia Najświętszych Serc Jezusa i Maryi i rozpocząłem formację we Wrocławiu. Zaledwie po pół roku zostałem wysłany na Filipiny i tu mogłem wykorzystać lekcje języka angielskiego. Okazało się, że mój angielski jest na bardzo dobrym poziomie. Nasza lektorka, z którą mieliśmy miesięczne zajęcia powiedziała, że poziom nauczania w mojej szkole średniej musiał być bardzo dobry. Dodatkowym sposobem, który to zweryfikował była nauka języka filipińskiego (tagalog), która musiała się odbywać po angielsku. Czyste szaleństwo uczyć się obcego języka w obcym języku.

Aktualnie jestem kapłanem w Zgromadzeniu Najświętszych Serc prawie pięć lat i mieszkam w Polanicy Zdroju.. Zajmuję się prowadzeniem misji i rekolekcji parafialnych oraz poszukiwaniem nowych ludzi chętnych do służby Bogu. W wolnych chwilach, których mam niewiele robię doktorat na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić,  że pociąg do wiedzy zaszczepili we mnie moi nauczyciele z podstawówki i liceum.

Podsumowując mogę powiedzieć, że bardzo dużo zawdzięczam liceum, a zwłaszcza świetnej kadrze pedagogicznej. Wiem ze sprawdzonych źródeł, że poziom nauczania jest  wciąż bardzo wysoki. Wszystkim niezdecydowanym serdecznie polecam naukę w tym liceum i z ręką na sercu mówię, że naprawdę warto. W okolicy nie znajdziecie lepszego.

O. Kamil Wawro SSCC

Matura 2003

Czasy liceum wspominam  jako jedne z ciekawszych 3 lat mojego życia. Poznałam tu wielu interesujących ludzi. Nasze LO jest szkołą z tradycjami, jakkolwiek nie oznacza to, by nie próbowało podążać za duchem obecnych czasów. Uczniowie mają tu możliwość odkrywania siebie na różnych płaszczyznach. Mam tu na myśli na przykład ciekawe doświadczenie, jakim była organizacja przez naszą klasę Jesiennych Treli. Miło też wspominam program AIESEC, poprzez który miałam okazję ugościć studentkę z zagranicy. Dzięki temu programowi, oprócz możliwości sprawdzenia swoich umiejętności językowych i poznania innych kultur, nawiązałam nowe znajomości :)

Pozdrawiam
Ewelina Wasilczuk
Matura 2013

Siemiatyckie liceum wybrałem świadomie, pomimo tego, że jako finalista konkursu przedmiotowego mogłem kontynuować naukę w renomowanych szkołach w Warszawie, Białymstoku czy Siedlcach. Nie zawiodłem się. Wiedza, którą zdobyłem w liceum pozwoliła mi dostać się na wymarzone studia. Obecnie jestem studentem Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Bartosz Andruszkiewicz

                                                                                                       Matura 2013

 

 

Z perspektywy czasu pozwolę sobie na stwierdzenie, że "jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz". Dzięki Twojej odpowiedzialnej postawie możesz z łatwością dostać się na wymarzone studia - nie pomoże Ci w tym warszawska uczelnia czy dodatkowe korepetycje. Twoja zaradność, chęć, zapał do pracy to wszystko, czego potrzebujesz. Obecnie studiuję na jednym z najbardziej obleganych kierunków - i zapewniam Was, że to zdecydowanie przyjemność, a nie udręka. Założę się, że właśnie o takich studiach marzycie - kilka wykładów w tygodniu (część kończy się już nawet w listopadzie!), kolokwium raz na cztery miesiące i banalne eseje do napisania (zamiast egzaminu w sesji). Musicie jednak wybierać bardzo mądrze (nikt Ci nie zagwarantuje, że Twoje studia będą długimi wakacjami) i nie nabierać się na kolorowe ulotki podczas dni otwartych. To wszystko zagwarantował mi upór (uwierzcie, że mając do dyspozycji leniwy poniedziałek w domu, a ciężki poniedziałek w szkole, walczyłam ze sobą niemiłosiernie). Wspaniali ludzie to druga część mojego sukcesu i pod tym względem jestem liceum bardzo wdzięczna.
Mile wspominam czas spędzony w siemiatyckim liceum, chociaż moje trudności z samo mobilizacją były dość zauważalne. Dzięki wspaniałej prof. Wolszczuk udało mi się rewelacyjnie zdać rozszerzoną maturę (gdybym mogła cofnąć czas to z pewnością nie omijałabym dodatkowych zajęć!). Prof. Urbańska zaś trzymała mnie w ryzach do samego końca (nie było większego  matoła z matmy w I klasie liceum, daję słowo), chociaż sama końcówka była ekstremalna. Ta cudowna kobieta dała mi niezły wycisk i dzięki Niej zdałam matmę (czasami mi tej maty brakuje, kiedy rozwiązuję potworne obliczenia z Excela). W naszym liceum jest wielu fantastycznych nauczycieli i mentorów - nie sposób mi nie wspomnieć o Pani Prof. Kalinowskiej, która zaszczepiła we mnie miłość do języka angielskiego w pierwszej klasie czy Pani Prof. Smoktunowicz, która humor potrafiła poprawić w zaledwie jedną minutę (Pani Prof. nie podzielała moich fascynacji politycznych, ale wrócę i przekonam!). Do Pani Prof. Czerkas zawsze z chęcią wpadniemy na herbatę, (chociaż Mateusz zawsze się boi mówić głośno o swoim wyniku z historii).  Pani Prof. Boguszewska, Pani Prof. Mioduszewska-Scaduto, Pani Prof. Grzymkowska to kobiety święte i z miłą chęcią zawsze wracam między regały książek. Mogłabym tu wymieniać wszystkich swoich nauczycieli klasy maturalnej - Panią Prof. Koc, Panią Prof. Sawczuk, Panią Prof. Kuczewską, Panią Prof. Jermakowicz, uwielbianego przeze mnie księdza Piotra Wójcika (uwielbialiśmy jego opowieści o nauczycielce niemieckiego - zmorze Jego młodzieńczych lat), choć doskonale pamiętam swoich pierwszych  nauczycieli. Pan Prof. Krzysztof Jermakowicz skutecznie wciągnął mnie w wir szaleńczego dziennikarstwa, a Pan Prof. Tadeusz Nazarewicz gwarantował w pierwszej klasie zawały serca (z perspektywy czasu - najlepsze zajęcia!). Doskonale pamiętam czasy lekcji przy klasie Pani Prof. Łuby, która podejrzewała mnie o romans z Patrykiem… - no dobra, trochę się z tego obie pośmiałyśmy, żarty oczywiście!
Mówię to dla Was dlatego, że podczas studiów więź między studentem a wykładowcą to więź bardzo formalna i pod tym względem studia nie są spełnieniem marzeń typowego społeczniaka. W liceum możesz traktować swoich nauczycieli jak przyjaciół czy bratnią duszę, nawiązujecie świetny kontakt, który trwa latami - na studiach raczej nie spodziewałabym się takiego zaangażowania ze strony profesorów. A szkoda. Pod tym właśnie względem wspominam liceum wręcz niesamowicie! No i wiecie, z perspektywy czasu nawet brak ławek nie jest dla mnie jakąś szczególną różnicą. Te całe zamieszanie z ochroniarzami, sprytne wychodzenie przez okna na parterze, przerwy na zewnątrz, świetne imprezy tematyczne - to wszystko ma swój urok, który doceniamy dopiero po czasie (gwarantuję!). Niektórzy studenci cieszą się tylko, że ominął ich handel solą na stołówce.  Kończąc - uwierzcie mi, liceum to świetny czas (szczególnie klasa maturalna!). A biorąc pod uwagę, że wycieczki są coraz bardziej ciekawe (wyjazd do Anglii! Chyba cofnę się o kilka lat...) - nie żałujcie swojego wyboru! W Warszawie czy Białymstoku szybciej oblalibyście matmę – poziom ponadprogramowy. Z chęcią wróciłabym do lat szkolnych, bo studia to jest całkowicie inna bajka (liczy się przede wszystkim Wasza odpowiedzialność). Korzystajcie z uroków licealisty mądrze i aktywnie!
                                                                                                 

Luiza Bergholc

Matura 2015

Moje miłe wspomnienie z LO w Siemiatyczach 1995-2000r.

Z miłych wspomnień z liceum utkwiło mi w pamięci powitanie wiosny, czyli wagary z pierwszego roku nauki w szkole. Cała klasa po prostu w tym dniu, czyli 21 marca nie przyszła na lekcje. Uczniowie poprzebierali się za różne postacie i wyruszyli w przebraniach do miasta. Było wiele radości i zabawy przy robieniu sobie zdjęć z mieszkańcami miasta. Jednak nie skończyło się to wesoło, ponieważ wagary w tym dniu nie spotkały się ze zrozumieniem i aprobatą dyrektora szkoły. Oberwało się nam i naszemu kochanemu wychowawcy Panu Romanowi Panasiuk, który przez cały kolejny tydzień chodził do szkoły w czarnym swetrze. No, ale wspomnienia pozostały, więc było warto. Taka to już uczniów tradycja i przywilej.

Z pozdrowieniami,

Anetta Kowalczuk-Bondaruk,

Matura 2000

Lata mijają, a najlepsze wspomnienia zostają  w naszej pamięci na zawsze. Dokładnie tak jest w przypadku wspomnień związanych z liceum. Pamiętam wszystko tak dokładnie jakby wcale nie upłynęło tyle czasu.  To był okres w którym wraz z rówieśnikami wkraczało się w dorosłe życie, co nie było łatwe. Jednak nie zostaliśmy z tym sami. Otrzymaliśmy duże wsparcie od kadry nauczycielskiej, która podchodziła do każdego indywidualnie i starała się pomóc w trudnych wyborach. Czasy liceum nie kojarzą się tylko i wyłącznie z nauką, ale także z przyjaciółmi ze szkolnej ławki. Niektóre przyjaźnie przetrwały próbę czasu i trwają aż do dnia dzisiejszego. W pamięć zapadły mi również liczne wycieczki, które organizował wychowawca mojej klasy pan Sieklucki. Poznawaliśmy dzięki temu świat nie tylko ze szkolnych podręczników.


Monika Kowalczuk

Matura 2010

Mogę z całą pewnością powiedzieć, że czas nauki w siemiatyckim liceum był najważniejszym czasem w moim życiu. To tutaj kształtowałam swój charakter, uczyłam się, jak radzić sobie z porażkami oraz próbowałam swoich sił na różnych płaszczyznach. To również tutaj miałam szansę rozwijać swoje pasje, przede wszystkim dzięki szerokiej gamie zajęć dodatkowych i kółek naukowych oraz konkursów.

Nie przychodziłam do szkoły z przykrego obowiązku, ponieważ traktowałam to miejsce jak drugi dom. Poznałam tu swoich obecnych przyjaciół, zawsze spotykałam się także z życzliwością oraz wsparciem kadry nauczycielskiej.

Liceum nauczyło mnie samodzielności i bardzo dobrze przygotowało do pójścia w dalszą drogę. Myślę, że dzięki wiedzy, jaką nabyłam na tym etapie mojego życia, mogę być w pełni zadowolona z tego, w jakim miejscu znajduję się obecnie.

Serdecznie dziękuję mojej Wychowawczyni oraz kadrze nauczycielskiej, która służyła radą i pomocą przez 3 lata nauki w liceum i którą zawsze będę miło wspominać.

                                                                                                     Paulina Gawryś

Matura 2010,  klasa III A 

Szkoła jest miejscem, w którym niewątpliwie muszą obowiązywać pewne normy dyscyplinujące zarówno uczniów jak i nauczycieli. Jednak powinna też być w niej akceptacja dla aktywności i twórczej inicjatywy, przejawów  radości i ...żartu. Poczucie humoru jest przejawem optymizmu życiowego wszystkich uczestników szkolnego życia. Sądzę, że skłonny do żartu nauczyciel raczej nie tylko nic nie traci na autorytecie, ale raczej nieco zyskuje w oczach innych.

Dobrze, że Ta Szkoła nie zawsze była i nadal nie jest miejscem panowania sztywnych reguł, krępujących swobodę działania uczniów, nauczycieli, rodziców. Owszem, przypominamy sobie te uroczystości, szczególnie o charakterze państwowym, gdzie dominowało poczucie świątecznej powagi i zdyscyplinowania.

Powoli jednak atmosfera  krępującej ,,sztywności” zanikała, tworząc możliwość świętowania w nastrojach bardziej radosnych, pełnych uśmiechów i żartu, zarówno ze strony uczniów jak i nauczycieli.

Przypomnijmy takie chwile. To młodzież [zawsze przy wsparciu życzliwym nauczycieli] organizowała np. szkolne turnieje kreacji mody; Wiosenne Koncerty Wdzięczności; Studniówki, szkolne otrzęsiny czy nieco kabaretowe ,,Dni Nauczyciela”. To właśnie uczniowie z własnej nieprzymuszonej woli byli reżyserami, scenografami i wykonawcami tych programów, ujawniając w ten sposób swoją aktywność i kreatywność. Gdy jedni śpiewali inni muzykowali, tańczyli, recytowali lub zabawiali zgromadzonych jako prowadzący.

Belferska życzliwość umożliwiała uczniom znalezienie ujścia dla ich pasji w różnych formach. Jedni realizowali się literacko w gazetce szkolnej ,,Cenzor",” w konkursach przedmiotowych, w tworzeniu klasopracowni – inni w sekcjach sportowych, chórze szkolnym czy redagowaniu programu szkolnego radiowęzła lub ,,konspiracyjnym przygotowaniu Szkolnej Szopki Noworocznej”.

Powyższe nie odnosi się jedynie do przeszłości. Może właśnie bardziej do teraźniejszości. Właśnie niedawno odbyły się XIX Jesienne Trele – konkurs wokalno-muzyczny, który od 19 lat organizowany jest przez Samorząd Uczniowski przy tradycyjnie życzliwym wsparciu Rady Pedagogicznej i hojności sponsorów. Jest to chyba jedna z najtańszych imprez kulturalnych miasta, bo wysiłek organizatorów jest przecież .....bezcenny. 

I taką szkołę należy wspierać.

Każdy uczeń, nauczyciel, pracownik i rodzic zostawia w Tej Szkole cząstkę siebie i ....każdy z nich, każdy z nas zabiera ze sobą na przechowanie....wspomnienia. Oczywiście te najmilsze, te najlepsze – a jest ich na szczęście wiele, I dobrze! Dlatego gdy jest okazja [zjazd absolwentów, uroczystości szkolne] chętnie wracamy do tego miejsca, by te dobre wspomnienia ożywić i .....konfrontować ze współczesnością.

                                                                                                   Zdzisław Warpechowski 

Siemiatycze, 3.12.2015 

/…/Przesyłam pełne smutku westchnienie za przyjaciół, wychowawców, koleżanki i kolegów, którzy odeszli  od  nas, lecz pozostali w naszych sercach i dziś zapewne radują się spotkaniem błądząc wśród nas i w murach szkoły.

Wszystkim Państwu zgromadzonym z okazji  doniosłości 70 lecia Szkoły życzę najpiękniej spędzonych chwil, zanurzenia się w morzu wspomnień o radosnych i poważnych, ale na pewno beztroskich przygodach z lat szkolnych.

Dziś cieszmy  się najpiękniejszą, nieskażoną, wyniesioną z tych lat Przyjaźnią i serdecznością.

A teraz zwracam się do Ciebie Szkoło Nasza. Niech Twe mury przesycone prawie wiekowym doświadczeniem otaczają z wielką uwagą nowe pokolenia ucząc je umiejętności wnikliwego i szerokiego patrzenia na Świat i postawy, w każdej sytuacji, godnej Ciebie Nasza Szkoło.

Prof. dr hab. Alina Dudzicz Kamińska

Matura 1949

Toruń, 28 czerwca 2014

Z  prawdziwym sentymentem wspominam naszą klasę i Profesorów przygotowujących nas do egzaminu dojrzałości. Nie byliśmy typową klasą maturalną. Różnił nas wiek, przeżycia z okresu okupacji. Spotkaliśmy się na ten jeden rok, by nadrobić okupacyjne zaległości i zdać maturę. Jednym z moich kolegów szkolnych był Stefan Treugutt, późniejszy profesor filologii polskiej. To on właśnie namówił mnie do studiowania w Warszawie ( myślałem wcześniej o Krakowie). Miło wspominam także Adka Kuźniara i koleżanki: Ankę Sudenis (jego przyszłą żonę), Reginę Byczkowską, a także Marysię Gartkiewicz, z którą łączyła mnie przyjaźń.

Wyjątkowo lubiłam i ceniłam zajęcia z języka polskiego z profesorem Kuźniarem i fascynujące lekcje historii (nie pamiętam nazwiska nauczyciela, ale pasję do zagłębiania historii zaszczepił we mnie właśnie On). Z kolei matematykowi – profesorowi Mederowi – zawsze byłam wdzięczna za wyrozumiałość, wielką cierpliwość i pomoc w opanowaniu przedmiotu, który- co tu kryć- nie był moją mocną stroną.

Pozostaje mi życzyć Szkole, Dyrekcji i wszystkim nauczycielom sukcesów w kształceniu i wychowaniu kolejnych pokoleń.

                                                           Janina Danuta Rapacka z domu  Sołtan

                                                                       Matura 1945

Warszawa, 12 maja 2014